piątek, 5 marca 2010

owoce, gekony i dachy Port Blair

Co robić wieczorem, gdy wcześnie robi się ciemno, muzea już zamknięte, nie zdążyliśmy na spektakl „światło i dźwięk” w Cellular Jail, a kolację już zjedliśmy?

Wystarczy nieduży dach Twojego hotelu, kilka krzeseł, świece, ananas, kilka mango, nieduży nożyk i impreza gotowa.

Z dachu naszego hotelu położonego na wzgórzu mamy widok na meczet z białymi kopułami, a za nim światła miasta.
Koło nas terkocze pan gekon zalecający się do pani gekonicy; lepiej to słyszymy niż widzimy.
Zapachy niedawnych kolacji unoszą się jeszcze nad dachami.
Szczekanie psa, bolywoodzkie melodie dochodzące z pobliskiego telewizora, odległe klaksony z ulicy.
Typowe odgłosy wieczoru; gdy ktoś wraca do domu, ktoś inny kładzie dzieci spać, rodziny kończą dzień.

Siedzimy na dachu, a ja czuję się jakbym podsłuchiwała to miasto. Nasłuchuję jak wszystko dookoła wycisza się i powoli zasypia.
Tylko jakiś pies wygrzebuje resztki ryby ze sterty śmieci na ulicy, ktoś przechodzi pod naszym dachem i właśnie głośno się zaśmiał i…jakiś pan gekon nadal zaleca się do pani gekonicy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz