Któregoś dnia będąc w okolicach Aberdeen Bazar w Port Blair, postanowiliśmy kupić piwo na wieczór.
Krzysiek przypomniał sobie, że w zeszłym roku gdzieś tu, w okolicach bazaru był sklepik z alkoholem.
To jedyny znany mu sklep w mieście.
W Indiach, inaczej niż w Polsce nie sprzedaje się piwa w każdym „spożywczaku” czy na każdej stacji benzynowej.
Co prawda pełna prohibicja obowiązuje tylko w stanie Gudziarat, miastach pielgrzymkowych, miejscach kultu a także w określonych dniach jak urodziny Mahatmy Gandhiego czy Dzień Niepodległości.
Alkohol można kupić w nielicznych sklepach posiadających państwowe koncesje, a także w restauracjach czy hotelach.
Znalezienie sklepu z alkoholem jest jednak sztuką. Często sklepy są położone na uboczu i trudno do nich trafić, a napotkani ludzie mówią politycznie „nie wiem” czy „nie ma”.
Tego wieczora zapuściliśmy się głęboko w zakamarki ciemnego, opuszczonego o tej porze bazaru.
Nie powiem – czułam się gorzej niż zapuszczając się w praskie uliczki gdy jedziemy do Składu Butelek czy Snu Pszczoły.
Nic nie znaleźliśmy.
Dzień później okazało się, że o tej porze sklep był już zamknięty.
Dopiero następnego dnia Klosi i Krzyśkowi udało się trafić do tajemniczego sklepu z kratą, w głębi bazaru.
Przywieźli piwo i to jakie!
Mocne Palone, produkowane w Polsce, rozlewane w Indiach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz