Śniadanie - 3,90 zl.
Lunch - banany lub kokosy
Kolacja - 6-10 od osoby razem z napojami.
No, może jeszcze wieczorem piwo w barze, którego w zeszłym roku
jeszcze nie było, na skraju dżungli, gdzie siedzimy na wysokości liści
palmowych, a przed wejściem zdejmujemy buty.
Moje ulubione kolacje, to zdecydowanie Tomato Soup. Próbowałam tej
zupy chyba we wszystkich barach, w których byliśmy. Mogę ją jeść o każdej porze, na każdy posiłek.
Zawsze bardzo świeża, robiona z aromatycznych pomidorów, najlepsza z
dodatkiem kolendry, w barze u Amita nazwanym World Class Restaurant(:)
Amit to ciekawy przypadek; nigdy nie zdradzi, że nie ma któregoś z
produktów do dań, które zamówiliśmy. Zamiast mówić: - Nie ma! - wsiada
po prostu na rower i jedzie na targ.
Raz pojechał po pomidory do mojej zupy, innym razem przywiózł owoce do bananowego lassi zamówionego przez Krzysia.
Nie musze chyba dodawać, ze za każdym razem czekanie liczymy w godzinach.
Warto jednak było czekać na Piotrka Paneer Butter Masala czy moją Veg
Masala z fasolą i ziemniakami.
Niczego sobie była także Shakshuka u Anglika, a Klaudia zajadała się
Idli z Sambar i Coconoot Chatney kupowanym na wynos w porcie i
jedzonym na plaży.
Czy też Tali - jej ulubionym hinduskim daniem pełnym rożności do ryżu.
Tak w całych Indiach, jak i na Havelocku jedzenie to bardzo ważna część życia.
Można je kupić wszędzie; w barach, w restauracjach i na każdym rogu ulicy.
Świetny był narożny barek w Port Blair, gdzie co przechodziłam to
obserwowałam pojawianie się i znikanie kolejnych porcji jedzenia.
I choć panował upal, a jedzenie było wystawione wprost na ulicy, to
żadna porcja nie leżała wystarczająco długo żeby się znieświeżyć
czy zakurzyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz