wtorek, 2 lutego 2010

zdjecia miasta

Od rana chodzimy po Madrasie i pstrykamy zdjęcia. To znaczy ja
pstrykam, a Piotrek niesie torbę na aparat I ogląda na żywo to, co ja
widzę w obiektywie.
Sama ulica to sprzedawcy, ludzie śpiący tuz przy jezdni, zawinięci w
derki lub nawet nie, dzieci bawiące się, matki myjące lub karmiące
gole niemowlaki wprost na chodniku.
Psy śpią zwinięte w kłąb albo chodzą pomiędzy przechodniami. Czasem gdy przechodzimy, pies podnosi łeb, jakby wyczuwał nasz inny zapach.
Ulica to hałas, klaksony ze wszystkich stron. Nie wiem jak śpiący na ulicy mogą
spać w tym hałasie, z głowami tuz przy nadjeżdżających rikszach I
chodzących im nad głowami ludziach.
Ale śpią!

Skręcamy w boczna ulice I od razu wchodzimy na bazar. Pstrykam
kolejne zdjęcia i dobrze, bo gdybym zobaczyła to wszystko na żywo to
jak nic by mnie zemdliło.
To bazar mięsny.
Na hakach kozy, głowy kóz I łapy kozie.
Rozebranego mięsa chyba tu nawet nie ma. Wszystko co tutaj sprzedają bardzo niedawno było jeszcze biegającą koza czy kurczakiem. I nie da się o tym nie myśleć widząc na
ladzie 4 łapy i łeb.
Wracamy na ulice – uff, co za ulga!
Szczególnie dla nosa.
Przy hotelu, Piotrek bierze ode mnie aparat żeby pstryka kioskarza w swoim
kiosku na rogu.
Spodobało mu się ( tj. i Piotrkowi i kioskarzowi).
Następne zdjęcia to różne pozy i układy; kioskarz i jego kiosk, kioskarz i przyjaciel, kioskarz, kiosk i przyjaciel...
Po każdym zdjęciu następuje oglądanie. Pokazują je sobie, zaśmiewają się, a ja
czekam.
- Dir friend, plis sent mi 1 foto
- Ok – odpowiada Piotrek I mówi ze zdjęcia będzie można obejrzeć na blogu.

No ale kioskarz nie ma Internetu, jego przyjaciel tez nie i następuje długa narada jak przesłać zdjęcia.
Ja nadal czekam.
- Sent mi 2 foto on maj adres, hir – kioskarz pokazuje na swoja budkę.
Teraz zaczynają spisywać adres; że Chennay, ze Tripllicane Hish Road,
że kiosk na rogu i jeszcze stan i prowincja. Nie może nie dojść.

- Friend, 3 fotos sent mi hir – kończy kioskarz i podaje Piotrkowi rękę.
Uff, wreszcie. Wracamy do hotelu z całą masą zdjęć, adresem kioskarza i zamówieniem na 3 odbitki. Stanęło na trzech, ale jakby jeszcze chwilę pogadać…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz