Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rafa koralowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rafa koralowa. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 marca 2010

jetty


Na wyspie są 2 centralne punkty. Zawsze zatłoczone. Pełne raczej hindusów niż turystów.
Pierwszy to Jetty – port, gdzie nie tylko przybijają promy z innych wysp, ale też łodzie wożące turystów na nurkowanie, jest tam też postój riksz i dżipów, restauracja sprzedająca idli, kilka sklepików, stragany, na których za 10 rupii można kupić kiść krótkich, słodkich bananów czy kokosy.

I wreszcie kasa biletowa na prom, przy której zawsze tłoczą się ludzie.
Na kasie od zeszłego roku wisi ta sama kartka: „ Internet not run, ticket booking not available”. I to z powodu tej kartki zamiast zarezerwować bilety wcześniej i przed wyjazdem przyjść z plecakiem na prom, od rana stoimy w kolejce do kasy.

Pod tą kartką wisi druga, z przed 4 lat. Informuje dumnie o wdrożeniu systemu komputerowego umożliwiającego wcześniejszą rezerwację biletów.

Stoję, w kolejce dla kobiet, patrzę jak w kolejce obok tłoczą się mężczyźni i myślę, że obie kartki to swoista historia tego miejsca.
Okienko obwieszone nieaktualnymi komunikatami, wyblakły plakat zrobiony z wycinków gazet, komunikujący, że oto w 2001 roku na Havelock – Andamany przypłynął i spędził urlop Johnny Depp, to archiwalia tego miejsca.
Kto by wiedział o wizycie celebryty czy o nowoczesnym systemie komputerowym gdyby nie te przeterminowane informacje?

Tymczasem kolejka wydłuża się przede mną. Widzę jak hinduscy mężczyźni kupujący bilety dla grup, wpuszczają się nawzajem bez kolejki.
Obie z Klaudią postanawiamy działać i rozpoczynamy szturm na okienko. Ja przyklejam się do okienka po prawej, Klaudia po lewej. Piotrek i Krzysiek ubezpieczają nas z tyłu. Oplatamy okienko tak szczelnie, że już nikt więcej nie wciśnie się.

Może niepotrzebnie się denerwujemy, że zabraknie biletów. Wiemy przecież, że jeśli tak by się stało wystarczy, że pokażemy bilety lotnicze na jutro, na dalszy odcinek drogi z Andamanów do Kalkuty.
Wtedy okaże się, że kolejnych 6 biletów dla nas i tak się znajdzie.
Nawiasem mówiąc ciekawe czy oznacza to, że na załadowały już prom ładuje się kolejnych kilka osób.
Może pod informacją o nośności promu w kilogramach i osobach wisi druga anulująca tę pierwszą i pozwalająca na wejście większej liczby osób?
To możliwe, ale wolę o tym nie myśleć przed przybiciem do brzegu.

sobota, 13 lutego 2010

havelock - życie na wyspie


Życie na wyspie to symbioza 2-ch grup; stałych mieszkańców i turystów,
(którzy dostają pozwolenie na pobyt, maksymalnie na miesiąc).
Hindusi bardzo pilnują żeby turyści nie zostawali dłużej chociaż
oczywiście możliwe jest przedłużenie pobytu jak ktoś bardzo chce.
(Słyszałam, że w Indiach wszystko jest możliwe:)

Stali mieszkańcy (stali - nie rdzennymi, bo to też ludność
napływowa) żyją tu sobie spokojnie i raczej dostatnio.
Choć wyspa nie jest duża, to jest tu 7 mini-wiosek i przynajmniej 5
szkół. Jeśliby zebrać wszystkie dzieci z wyspy w jednym miejscu, to
pewnie nie zapełniłyby nawet jednej średniej polskiej szkoły.
A tu, każda szkoła działa osobno, ma swoja kolorystykę, swoje własne mundurki.
Jadąc przez wyspę można spotkać grupki dzieciaków w różnych mundurkach
i z tornistrami na plecach.
Szkolnictwo w Indiach, mundurki, sposób nauczania, stosunek Hindusów do edukacji to pozytywna pozostałość po okresie kolonialnym.

Stali mieszkańcy w dużej części żyją z turystów. W sezonie obsługują w
barach, barkach i sklepikach przyjezdnych z całego świata, a potem
maja wakacje.
W porze monsunowej odpoczywają i ewentualnie zajmują się sprzedażą
płodów rolnych, które wyprodukowali (bananów i kokosów) lub po prostu na resztę roku wracają do swojego Kaszmiru czy Bombaju.

Życiem turystów rządzą natomiast wschody i zachody słońca.
Wstajemy tu znacznie wcześniej niż zwykle i kładziemy się niespotykanie wcześniej.
U nas powiedzielibyśmy ze kładziemy się z kurami.

Juz o 6 zapada zmrok. Staramy się przed zmrokiem wyruszyć do domu, żeby nie wracać po ciemku przez dżunglę.
Dżungla po zachodzie słońca...
Nie, dziękuję.