
Ulice wypełnione kolorami, radośni ludzie obsypujący się barwnymi proszkami lub polewający wodą
- tak obchodzi się Holi!
Mieliśmy okazję spędzić to święto w miasteczku Udaipur w Radżasthanie. Zostaliśmy w tym miejscu trochę dłużej niż gdzie indziej zaprzyjaźnieni z właścicielem hotelu, który opowiadał nam o Holi i polecał jego obchody w swojej restauracji:
“Impreza będzie trwała od rana, będziemy kolorować twarze i tańczyć – będzie naprawdę super! Musicie jednak uważać jak wyjdziecie później na ulicę – po południu może zrobić się trochę niebezpiecznie...”
Zachęceni w ten sposób postanowiliśmy zjeść śniadanie, a potem zaopatrzeni w woreczki z kolorowym proszkiem, pistolety z wodą i ubrania przeznaczone do zniszczenia – wyjść na ulicę by uczestniczyć w święcie razem ze wszystkimi. Jak się jednak okazało – w hotelowej restauracji obchody już trwały i na dzień dobry zostaliśmy pokolorowani najpierw na różowo, potem na fioletowo, na zielono i niebiesko, a na końcu poczęstowani piwem.

Tańce, hulanki, swawole trwały nieprzerwanie do późnego popołudnia.
Natomiast niebezpieczeństwo przed którym ostrzegał nas właściciel hotelu było naturalną koleją rzeczy – pomieszanie anonimowości związanej z pomalowanymi twarzami (trochę jak karnawałowe maski) i alkoholu sprawia, że ludzie pozbywają się wszelkich oporów w szaleńczej zabawie.
Przekonać się o tym mogą szczególnie samotnie podróżujące kobiety, którym odradzam w takich momentach przebywanie w tłumie rozbawionych Hindusów.
Przyzwyczajeni do imprez charakterystycznych dla naszej kultury (takich jak Sylwester czy spotkania klubowe, które odbywają się zwykle wieczorem) – byliśmy zaskoczeni gdy po południu ulice opustoszały.
Każdy udał się do domu na krótką drzemkę, wziąć prysznic i zmienić ubranie - by zmyć z siebie ślady zabawy i stać się znowu zwykłym, porządnym obywatelam.
W końcu jutro treba wstać do pracy...
Ubrania - do wyrzucenia.
OdpowiedzUsuńWłosy - do umycia, tylko,że zmywanie trwa parę tygodni.
To takie święto, o którym chyba długo sie pamieta..... patrząc w lustro.