Mahatma Gandhi pisząc niemal o wszystkich kwestiach hinduizmu i bycia hindusem napisał też kilka zdań o indyjskich krowach. Tekst nosi tytuł "Poemat Współczucia". Gandhi wysławia w nim stosunek swoich rodaków do świętych krów. Europejczyk w Indiach nie może pojąć wielu rzeczy. Jedną z nich jest właśnie stosunek ludzi do zwierząt. Stosunek dwubiegunowy.
Tam gdzie określa go religia i tradycja jest pełen szacunku i zrozumienia, tam gdzie bieda i zacofanie jest nieludzki i okrutny. Ponieważ Indie w równym stopniu wypełnia religijność i tradycja co bieda i zacofanie na każdym kroku spotyka się przejawy obu postaw, wymieszane, a jedna i druga swoimi przejawami wprawia nas w osłupienie.
Oto krowy, kozy i psy, które są w miastach wszędzie, chodzą, śpią, jedzą i załatwiają swoje sprawy przez nikogo nie niepokojone. Pisząc wszędzie mam na myśli wszędzie.
Krowa z pomalowanymi rogami wewnątrz sklepu spożywczego, śpiąca ze swoim cielakiem na samym środku ruchliwego skrzyżowania, spacerująca po dworcowej poczekalni. Bezdomny pies wylegujący się na fotelu w barze albo rozłożony na boku w poprzek ulicy. Koza w niebieskim T-shircie spacerująca po nabrzeżu i zaczepiająca turystów.
Znakomita większość hindusów to wegetarianie nie jedzący zwierząt z powodów religijnych i ustępujący im zawsze drogi widziałem jednak bazarową atrakcję - ubraną, „tańczącą” małpę na łańcuchu, którą potem w bocznej uliczce kuglarz brutalnie rozbierał i wpychał do worka. Na wsi widywałem bawoły z nosem przebitym w poprzek kawałkiem kości. Kość była przywiązana do rogów tak że bawoły nie mgły pochylić głowy. Zimorodki i sowy stanowiące turystyczną atrakcję polegającą na możliwości uwolnienia ich z ciasnych, drucianych klatek, cielęta brodzące w śmieciach i jedzące foliowe torby – przyczynę ich masowej i okrutnej śmierci z powodu zatoru jelit, kalekie, przeżarte świerzbem, wychudzone psy pozostawione bez żadnej pomocy.
U nas nie do pomyślenia? Fakt! Kto dopuścił by do tego aby krowa łaziła sobie po mieście. W Warszawie próbował kiedyś łoś - został zastrzelony na oczach gapiów.
wtorek, 6 kwietnia 2010
sobota, 3 kwietnia 2010
małżeństwo po indyjsku czyli jak znaleźć żonę?
Kasta – z portugalskiego ‘casta’ oznaczająca gatunek, rasę, ród. Z łaciny „casus’ czyli czysty. Określenie to zostało po raz pierwszy użyte przez portugalskich podróżników na oznaczenie hierarchistycznego układu społecznego na subkontynencie indyjskim.I także dziś kasty istnieją.
Dla mnie najlepszym dowodem na to jest fakt, że jedynie 5% małżeństw zawieranych jest w dzisiejszych Indiach pomiędzy kastami.
To swoiste mezalianse, do których musi dochodzić jeśli młodzi ludzie z różnych kast uczą się w jednej klasie, są na jednym roku, a potem pracują jako lekarze w tym samym szpitalu.
To, że 5% społeczeństwa decyduje się zerwać z tradycją, poszukiwać męża/ żony na własną rękę odbierając ten przywilej rodzicom oznacza, że 95% młodych ludzi żyje i buduje rodzinę tak samo jak przed wiekami. Żonę znajdują rodzice lub swaci. Najważniejsze, żeby żona pochodziła z tej samej kasty. Dziś rodzice nie wysyłają posłańca po drugi koniec kraju ze wizerunkiem córki i zaproszeniem do starania się o jej rękę.
Dziś rodzice dają ogłoszenie w gazecie.
Informacja o tym, że Shija czy Amala szuka męża, pojawia się w ogłoszeniach prasowych. Rodzicie zamieszczają jej zdjęcie, opisują zalety i wykształcenie.
Ślub w Indiach to wydarzenie.
Stroje ślubne potrafią kosztować fortunę, posag jest w stanie zrujnować rodzinę, a uroczystości angażują cała wioskę. Po ślubie żona przenosi się do domu męża i nie ma lekko. Teściowa już zadba o to aby wiedziała, kto tu jest szefową.
Etykiety:
henna,
Indie,
indyjskie zwyczaje,
Indysjski ślub,
ślub w Indiach
alu gobi masala
Niby zwykłe ziemniaki z kalafiorem, a wychodzi całkiem niezwykłe danie.
Przygotuj następujące produkty:
0,5 kg ziemniaków
1 kalafior
Puszka krojonych pomidorów lub 4 łyżki koncentratu pomidorowego.
3 cm lub łyżeczka imbiru (świetnie, jeśli może być świeży)
1 łyżeczka kminku
1 łyżeczka kozieradki
1 łyżeczka chilli
1 łyżeczka curry
½ łyżeczki mielonego, czarnego pieprzu
Sól do smaku
Oliwa do smażenia
Wykonanie:
Ziemniaki obierz i pokrój na ósemki.
Kalafior umyj i podziel na różyczki.
Imbir obierz i drobno posiekaj.
Użyj głębokiej patelni lub garnka; rozgrzej oliwę, wrzuć ziemniaki i smaż przyrumieniając do momentu, aż zaczną lekko mięknąć. Wtedy dodaj kalafior, imbir i smaż do miękkości. Możesz dodać odrobinę wody i utrzymywać ziemniaki z kalafiorem na granicy smażenia i duszenia. Gdy warzywa będą miękkie dodaj pomidory.
Nie dodawaj pomidorów zbyt wcześniej bo w kwaśnym pomidorowym środowisku, ziemniaki będą miękły bardzo opornie.Razem z pomidorami dodaj przyprawy i sól do smaku.
Podawaj gorące.
Jeśli Alu Gobi nie jest nadmiernie ostra można ją jeść bez dodatków.
Bardzo ostrą polecam podawać z białym ryżem.
Etykiety:
Alu Gobi Masala,
Indie,
kuchnia indyjska,
masala
piątek, 2 kwietnia 2010
Happy Holi Vol.1 - obchody

Ulice wypełnione kolorami, radośni ludzie obsypujący się barwnymi proszkami lub polewający wodą
- tak obchodzi się Holi!
Mieliśmy okazję spędzić to święto w miasteczku Udaipur w Radżasthanie. Zostaliśmy w tym miejscu trochę dłużej niż gdzie indziej zaprzyjaźnieni z właścicielem hotelu, który opowiadał nam o Holi i polecał jego obchody w swojej restauracji:
“Impreza będzie trwała od rana, będziemy kolorować twarze i tańczyć – będzie naprawdę super! Musicie jednak uważać jak wyjdziecie później na ulicę – po południu może zrobić się trochę niebezpiecznie...”
Zachęceni w ten sposób postanowiliśmy zjeść śniadanie, a potem zaopatrzeni w woreczki z kolorowym proszkiem, pistolety z wodą i ubrania przeznaczone do zniszczenia – wyjść na ulicę by uczestniczyć w święcie razem ze wszystkimi. Jak się jednak okazało – w hotelowej restauracji obchody już trwały i na dzień dobry zostaliśmy pokolorowani najpierw na różowo, potem na fioletowo, na zielono i niebiesko, a na końcu poczęstowani piwem.

Tańce, hulanki, swawole trwały nieprzerwanie do późnego popołudnia.
Natomiast niebezpieczeństwo przed którym ostrzegał nas właściciel hotelu było naturalną koleją rzeczy – pomieszanie anonimowości związanej z pomalowanymi twarzami (trochę jak karnawałowe maski) i alkoholu sprawia, że ludzie pozbywają się wszelkich oporów w szaleńczej zabawie.
Przekonać się o tym mogą szczególnie samotnie podróżujące kobiety, którym odradzam w takich momentach przebywanie w tłumie rozbawionych Hindusów.
Przyzwyczajeni do imprez charakterystycznych dla naszej kultury (takich jak Sylwester czy spotkania klubowe, które odbywają się zwykle wieczorem) – byliśmy zaskoczeni gdy po południu ulice opustoszały.
Każdy udał się do domu na krótką drzemkę, wziąć prysznic i zmienić ubranie - by zmyć z siebie ślady zabawy i stać się znowu zwykłym, porządnym obywatelam.
W końcu jutro treba wstać do pracy...
Happy Holi! Vol.2 - zwyczaje

Interesowało nas skąd pochodzi zwyczaj posypywania się nawzajem kolorowym pyłem. Pytaliśmy więc znajomych: “O co chodzi?”, “Co upamiętnia to święto?”, “Dlaczego kolorowe proszki?”
Jedyna rozsądna odpowiedź jakiej byli nam w stanie udzielić to, że posypują się proszkami, żeby wyrazić swoją radość. Jest to zupełnie wystarczające wytłumaczenie – nie ważne z jakiego powodu, ważne, że na ulicach panuje wielka "fiesta", wszyscy w niej uczestniczą i wszyscy świetnie się bawią!
Wszyscy?... no prawie – policjanci w święto muszą być na służbie, żeby zapanować nad dzikim tłumem, ale już następnego dnia odbijają sobie obchodząc Holi na komendzie.
(patrz zdjęcie powyżej)
Trochę o mitologii:
Genez Holi jest tyle ile stanów w Indiach i odłamów religii.. Obchodzi się je na przełomie lutego i marca w czasie pełni księżyca i jest uważane za święto wiosny - pierwotnie było świętem odradzającej się przyrody. Poprzedniego dnia na ulicach palone są stosy – dla upamiętnienia mitologicznej historii króla Hiranyakashyapa i jego syna. Ów król chciał, aby wszyscy czcili tylko jego podczas gdy jego syn - Prahlad był gorliwym wyznawcą Wisznu. Władcy nie podobał się taki stan rzeczy związku z czym wielokrotnie próbował zabić swojego pierworodnego. Hiranyakashyap uciekł się ostatecznie do namówienia kobiety ze swojej rodziny, aby weszła do płonącego stosu trzymając Prahlada i zginęła wraz z nim. W różnych wersjach kobietą tą jest żona króla lub jego córka – Holika (“Holi” znaczy palący się) . Syn jednak modlił się tak gorliwie, że przeżył pobyt w płomieniach podczas gdy niewiasta spłonęła. Na pamiątkę owego stosu właśnie ludzie palą ogniska, a następnego dnia – kiedy okazuje się, że Prahlad przeżył – wychodzą na ulicę by razem cieszyć się z cudu.Kolorowe proszki były pierwotnie wytwarzane z wiosennych kwiatów i ten zwyczaj jest najprawdopodobniej pozostałością dawnego sposobu czczenia natury.Ludzie nie tyle się nimi “posypują” co “dzielą” - składając życzenia trzeba komuś natrzeć proszkiem twarz, włosy lub dłonie.
Czy koncepcja odradzania się na wiosnę czegoś nam nie przypomina...?
Wesołych Świąt zatem – wyznawcom wszystkich religii – cieszmy się, że wiosna w końcu nadeszła !
;-)
Etykiety:
kolorowe proszki,
mitologia,
palenie stosów,
święto Holi,
zwyczaje
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)