wtorek, 6 kwietnia 2010

poemat współczucia

Mahatma Gandhi pisząc niemal o wszystkich kwestiach hinduizmu i bycia hindusem napisał też kilka zdań o indyjskich krowach. Tekst nosi tytuł "Poemat Współczucia". Gandhi wysławia w nim stosunek swoich rodaków do świętych krów. Europejczyk w Indiach nie może pojąć wielu rzeczy. Jedną z nich jest właśnie stosunek ludzi do zwierząt. Stosunek dwubiegunowy. 
Tam gdzie określa go religia i tradycja jest pełen szacunku i zrozumienia, tam gdzie bieda i zacofanie jest nieludzki i okrutny. Ponieważ Indie w równym stopniu wypełnia religijność i tradycja co bieda i zacofanie na każdym kroku spotyka się przejawy obu postaw, wymieszane, a jedna i druga swoimi przejawami wprawia nas w osłupienie. 
Oto krowy, kozy i psy, które są w miastach wszędzie, chodzą, śpią, jedzą i załatwiają swoje sprawy przez nikogo nie niepokojone. Pisząc wszędzie mam na myśli wszędzie. 
Krowa z pomalowanymi rogami wewnątrz sklepu spożywczego, śpiąca ze swoim cielakiem na samym środku ruchliwego skrzyżowania, spacerująca po dworcowej poczekalni. Bezdomny pies wylegujący się na fotelu w barze albo rozłożony na boku w poprzek ulicy. Koza w niebieskim T-shircie spacerująca po nabrzeżu i zaczepiająca turystów. 
Znakomita większość hindusów to wegetarianie nie jedzący zwierząt z powodów religijnych i ustępujący im zawsze drogi widziałem jednak bazarową atrakcję - ubraną, „tańczącą” małpę na łańcuchu, którą potem w bocznej uliczce kuglarz brutalnie rozbierał i wpychał do worka. Na wsi widywałem bawoły z nosem przebitym w poprzek kawałkiem kości. Kość była przywiązana do rogów tak że bawoły nie mgły pochylić głowy. Zimorodki i sowy stanowiące turystyczną atrakcję polegającą na możliwości uwolnienia ich z ciasnych, drucianych klatek, cielęta brodzące w śmieciach i jedzące foliowe torby – przyczynę ich masowej i okrutnej śmierci z powodu zatoru jelit, kalekie, przeżarte świerzbem, wychudzone psy pozostawione bez żadnej pomocy. 
U nas nie do pomyślenia? Fakt! Kto dopuścił by do tego aby krowa łaziła sobie po mieście. W Warszawie próbował kiedyś łoś - został zastrzelony na oczach gapiów.

sobota, 3 kwietnia 2010

małżeństwo po indyjsku czyli jak znaleźć żonę?

Kasta – z portugalskiego ‘casta’ oznaczająca gatunek, rasę, ród. Z łaciny „casus’ czyli czysty. Określenie to zostało po raz pierwszy użyte przez portugalskich podróżników na oznaczenie hierarchistycznego układu społecznego na subkontynencie indyjskim.

I także dziś kasty istnieją.
Dla mnie najlepszym dowodem na to jest fakt, że jedynie 5% małżeństw zawieranych jest w dzisiejszych Indiach pomiędzy kastami.
To swoiste mezalianse, do których musi dochodzić jeśli młodzi ludzie z różnych kast uczą się w jednej klasie, są na jednym roku, a potem pracują jako lekarze w tym samym szpitalu.

To, że 5% społeczeństwa decyduje się zerwać z tradycją, poszukiwać męża/ żony na własną rękę odbierając ten przywilej rodzicom oznacza, że 95% młodych ludzi żyje i buduje rodzinę tak samo jak przed wiekami. Żonę znajdują rodzice lub swaci. Najważniejsze, żeby żona pochodziła z tej samej kasty. Dziś rodzice nie wysyłają posłańca po drugi koniec kraju ze wizerunkiem córki i zaproszeniem do starania się o jej rękę.
Dziś rodzice dają ogłoszenie w gazecie.
Informacja o tym, że Shija czy Amala szuka męża, pojawia się w ogłoszeniach prasowych. Rodzicie zamieszczają jej zdjęcie, opisują zalety i wykształcenie.

Ślub w Indiach to wydarzenie.
Stroje ślubne potrafią kosztować fortunę, posag jest w stanie zrujnować rodzinę, a uroczystości angażują cała wioskę. Po ślubie żona przenosi się do domu męża i nie ma lekko. Teściowa już zadba o to aby wiedziała, kto tu jest szefową.

alu gobi masala

Ubóstwiam Alu Gobi!
Niby zwykłe ziemniaki z kalafiorem, a wychodzi całkiem niezwykłe danie.

Przygotuj następujące produkty:
0,5 kg ziemniaków
1 kalafior
Puszka krojonych pomidorów lub 4 łyżki koncentratu pomidorowego.
3 cm lub łyżeczka imbiru (świetnie, jeśli może być świeży)
1 łyżeczka kminku
1 łyżeczka kozieradki
1 łyżeczka chilli
1 łyżeczka curry
½ łyżeczki mielonego, czarnego pieprzu
Sól do smaku
Oliwa do smażenia

Wykonanie:
Ziemniaki obierz i pokrój na ósemki.
Kalafior umyj i podziel na różyczki.
Imbir obierz i drobno posiekaj.

Użyj głębokiej patelni lub garnka; rozgrzej oliwę, wrzuć ziemniaki i smaż przyrumieniając do momentu, aż zaczną lekko mięknąć. Wtedy dodaj kalafior, imbir i smaż do miękkości. Możesz dodać odrobinę wody i utrzymywać ziemniaki z kalafiorem na granicy smażenia i duszenia. Gdy warzywa będą miękkie dodaj pomidory.
Nie dodawaj pomidorów zbyt wcześniej bo w kwaśnym pomidorowym środowisku, ziemniaki będą miękły bardzo opornie.Razem z pomidorami dodaj przyprawy i sól do smaku.
Podawaj gorące.

Jeśli Alu Gobi nie jest nadmiernie ostra można ją jeść bez dodatków.
Bardzo ostrą polecam podawać z białym ryżem.

piątek, 2 kwietnia 2010

Happy Holi Vol.1 - obchody



















Ulice wypełnione kolorami, radośni ludzie obsypujący się barwnymi proszkami lub polewający wodą
- tak obchodzi się
Holi!

Mieliśmy okazję spędzić to święto w miasteczku Udaipur w Radżasthanie. Zostaliśmy w tym miejscu trochę dłużej niż gdzie indziej zaprzyjaźnieni z właścicielem hotelu, który opowiadał nam o Holi i polecał jego obchody w swojej restauracji:
“Impreza będzie trwała od rana, będziemy kolorować twarze i tańczyć – będzie naprawdę super! Musicie jednak uważać jak wyjdziecie później na ulicę – po południu może zrobić się trochę niebezpiecznie...”

Zachęceni w ten sposób postanowiliśmy zjeść śniadanie, a potem zaopatrzeni w woreczki z kolorowym proszkiem, pistolety z wodą i ubrania przeznaczone do zniszczenia – wyjść na ulicę by uczestniczyć w święcie razem ze wszystkimi. Jak się jednak okazało – w hotelowej restauracji obchody już trwały i na dzień dobry zostaliśmy pokolorowani najpierw na różowo, potem na fioletowo, na zielono i niebiesko, a na końcu poczęstowani piwem.


Tańce, hulanki, swawole trwały nieprzerwanie do późnego popołudnia.
Natomiast niebezpieczeństwo przed którym ostrzegał nas właściciel hotelu było naturalną koleją rzeczy – pomieszanie anonimowości związanej z pomalowanymi twarzami (trochę jak karnawałowe maski) i alkoholu sprawia, że ludzie pozbywają się wszelkich oporów w szaleńczej zabawie.
Przekonać się o tym mogą szczególnie samotnie podróżujące kobiety, którym odradzam w takich momentach przebywanie w tłumie rozbawionych Hindusów.

Przyzwyczajeni do imprez charakterystycznych dla naszej kultury (takich jak Sylwester czy spotkania klubowe, które odbywają się zwykle wieczorem) – byliśmy zaskoczeni gdy po południu ulice opustoszały.

Każdy udał się do domu na krótką drzemkę, wziąć prysznic i zmienić ubranie - by zmyć z siebie ślady zabawy i stać się znowu zwykłym, porządnym obywatelam.
W końcu jutro treba wstać do pracy...

Happy Holi! Vol.2 - zwyczaje














Interesowało nas skąd pochodzi zwyczaj posypywania się nawzajem kolorowym pyłem. Pytaliśmy więc znajomych: “O co chodzi?”, “Co upamiętnia to święto?”, “Dlaczego kolorowe proszki?”

Jedyna rozsądna odpowiedź jakiej byli nam w stanie udzielić to, że posypują się proszkami, żeby wyrazić swoją radość. Jest to zupełnie wystarczające wytłumaczenie – nie ważne z jakiego powodu, ważne, że na ulicach panuje wielka "fiesta", wszyscy w niej uczestniczą i wszyscy świetnie się bawią!

Wszyscy?... no prawie – policjanci w święto muszą być na służbie, żeby zapanować nad dzikim tłumem, ale już następnego dnia odbijają sobie obchodząc Holi na komendzie.
(patrz zdjęcie powyżej)

Trochę o mitologii:

Genez Holi jest tyle ile stanów w Indiach i odłamów religii.. Obchodzi się je na przełomie lutego i marca w czasie pełni księżyca i jest uważane za święto wiosny - pierwotnie było świętem odradzającej się przyrody. Poprzedniego dnia na ulicach palone są stosy – dla upamiętnienia mitologicznej historii króla Hiranyakashyapa i jego syna. Ów król chciał, aby wszyscy czcili tylko jego podczas gdy jego syn - Prahlad był gorliwym wyznawcą Wisznu. Władcy nie podobał się taki stan rzeczy związku z czym wielokrotnie próbował zabić swojego pierworodnego. Hiranyakashyap uciekł się ostatecznie do namówienia kobiety ze swojej rodziny, aby weszła do płonącego stosu trzymając Prahlada i zginęła wraz z nim. W różnych wersjach kobietą tą jest żona króla lub jego córka – Holika (“Holi” znaczy palący się) . Syn jednak modlił się tak gorliwie, że przeżył pobyt w płomieniach podczas gdy niewiasta spłonęła. Na pamiątkę owego stosu właśnie ludzie palą ogniska, a następnego dnia – kiedy okazuje się, że Prahlad przeżył – wychodzą na ulicę by razem cieszyć się z cudu.


Kolorowe proszki były pierwotnie wytwarzane z wiosennych kwiatów i ten zwyczaj jest najprawdopodobniej pozostałością dawnego sposobu czczenia natury.Ludzie nie tyle się nimi “posypują” co “dzielą” - składając życzenia trzeba komuś natrzeć proszkiem twarz, włosy lub dłonie.

Czy koncepcja odradzania się na wiosnę czegoś nam nie przypomina...?

Wesołych Świąt zatem – wyznawcom wszystkich religii – cieszmy się, że wiosna w końcu nadeszła !
;-)