Odbieram wizę. Na kwitku, który dostałem w zamian za zostawione 3 tyg. wcześniej paszporty, zdjęcia i podania jest napis: "22.01.10 godz. 16.30-17.00". Ponieważ to tylko 1/2h spieszę się żeby być na 16.45. W recepcji bloku, w którym Ambasey Of India wynajmuje piętra - tłum. Ludzie na dole przy windach czekają aż przeluźni się na górze przy drzwiach. Każdy trzyma taki sam kwitek jak mój. Po godzinie przysłuchiwania się rozmowom na temat organizacji pracy - okazuje się bowiem, że wizy nie są wcale gotowe tylko drukowane teraz - dostaję się do holiku na górze. Ze zdziwieniem stwierdzam, że koczują tam ludzie, których nie widziałem na dole. Musieli tu wjechać jeszcze wcześniej. Ktoś z bywalców (pracownik biura podroży odbierający wizy klientów kilka razy w tygodniu) radzi
- Halo, teraz, teraz daj mu Pan tę karteczkę!
Udaje mi się pomachać kwitkiem przed oczami oficera ambasady, a ten kiwa głową i zabiera ją ode mnie. Za moim przykładem idą inni. Oficer zbiera więc ich kilka. Zamyka za sobą szklane drzwi. Widzę jak w trakcie rozmowy z kolegą tasuje świstki jak talię kart. Ha! gdy kończy moja jest na samym wierzchu. I już po 5 minutach mam swoje paszporty z wklejonymi, ważnymi wizami.
- Sorri ser for dis bat wi had printed tu handret wizas tudaj.
- Wow! what's happened?
- Noting, is haj sizon as ewri jer.

Trzeba mieć niebywały fart żeby Twój świstek był na wierzchu w czasie tasowania. Ciekawa metoda załatwiania petentów.
OdpowiedzUsuń